Archiwum

Posty oznaczone ‘Frontière’

Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)

sierpień 25th, 2009 5 komentarzy

Pierwszy dzień
W poniedziałek 17 sierpnia rano jedziemy busem do granicy chilijsko-boliwijskiej. Jest nas 18 osób, wszyscy w mniej więcej podobnym wieku. Tam, po dokonaniu formalności granicznych Boliwii (chilijska kontrola graniczna znajduje się w San Pedro) i śniadaniu, przesiadamy się w 3 boliwijskie jeepy. Jest zimno, wieje wiatr, jesteśmy na ok 4300 mnpm. W naszym jeepie oprócz nas są trzej francuzi Laure, Blanche i Vincent, angielka Abby, kierowca Alejandro oraz kucharka Nati. Tworzymy zgraną ekipę. Słońce mocno świeci, widoki zapierają dech. Przejeżdżamy obok Lagunas Blanca (biała), Verde (zielona) i Chalviry. Przy tej ostatniej znajdują się gorące źródła i zewnętrzne termy (Polques), w których się pluskamy. Fantastyczne! Woda ma ok 35°C, powietrze 5°C. Momentami wydaje się za ciepła.
Następnie jedziemy zobaczyć pustynię Salvador Dali (nazwaną tak od jego obrazu, on jednak nigdy tu nie był) i gejzery Sol de Manana (4900 mnpm). Alejandro mówi, że ta błotnisto-gliniana, bulgocząca maź to lawa. Śmierdzi siarką, a tabliczki ostrzegają : ryzyko śmierci, wysoka temperatura. Po tych wszystkich atrakcjach docieramy do pierwszego schroniska nad Laguną Colorada. Liche okna, dach z falistej blachy, brak ogrzewania. Na szczęście toalety są czyste (oczywiście bez prysznicy). Prąd jest do godziny 22. Kładziemy się więc wcześnie spać, ubrani we wszystko co mamy, pod 6 kocami i z 3 butelkami z gorącą wodą, które podrzucił nam Alejandro (podobno bywa, że temperatura w pomieszczeniu spada do -20°C w nocy!). W efekcie jest nam za gorąco i w ciemnościach po kolei zrzucamy z siebie warstwy odzieży. Straszna noc. Nie możemy spać ze względu na wysokość (4200 mnpm). Drzemiemy trochę nad ranem, ale gdy dzwoni budzik wszyscy z ochotą wyskakują z łóżek.

Drugi dzień.
Zaczynamy od Laguny Colorada (kolorowa, ale głównie różowo-czerwona) ze śpiącymi jeszcze różowymi flamingami. Niesamowite kolory! Aż trudno uwierzyć, że naturalne! Następnie w programie Arbol de Piedra (skała w formie drzewa powstała w skutek erozji piasku i wiatru) oraz 4 wysokogórskie jeziora : Lagunas Honda, Chearcota, Hedionda, Canapa. Wszystkie piękne, różne, w większości z różowymi flamingami. Wieczorem przyjeżdżamy do kolejnego schroniska (Hotel del Sal) położonego na obrzeżach solniska Uyuni. Zbudowane jest w całości z soli! Jedynie obszerny dach jest z falistego plastiku – chroni budynek przed roztopieniem się podczas deszczu. Meble to też solne bloki, a podłoga solny żwir. Jest przytulnie. Nadal brak ogrzewania, lecz tym razem ciepły prysznic (do 21h30)! Nareszcie dobrze śpimy.

Trzeci dzień
Solnisko Uyuni (3600 mnpm). Jest ogromne! To największa pustynia soli na świecie. Rozciąga się na obszarze ok 12000 km², grubość warstwy soli wedlug Alejandro waha się od 20cm do 3 m (według innych źródeł do 20, a nawet do 300 m…). Nareszcie gładka powierzchnia – nie trzęsie podczas jazdy! Zatrzymujemy się obok solnych cegieł. W tej części solniska zakazane jest wycinanie bloków soli, jesteśmy jednak w Boliwii, każdy robi, co chce, nikt nikogo nie kontroluje. Przemysł solny możliwy jest z drugiej strony, przy miasteczku Colchani, jedynie za pomocą metod tradycyjnych (ręcznie, nie maszyną!).
Następnie kierujemy się w stronę wyspy Inca Huasi porośniętej wielkimi kaktusami. Najwyższy z nich Cactu Milenario (niestety umarł w 2007 roku) ma 12 m, ze średnią wzrostu 3cm na rok! Po około 30 latach od śmierci kaktusa, jego wnętrze przekształca się w drewno (z którego zrobione są ławki i kosze na śmieci na wyspie!).
Docieramy w końcu na obrzeża Colchani, gdzie ludzie legalnie pracują przy wydobyciu soli. Tuż obok znajdują się „oczy solniska”, miejsce, w którym woda mieszcząca się pod solnskiem wydobywa się na powierzchnię. Stamtąd kierujemy się do miasta Uyuni, gdzie dla większości grupy podróż sie konczy. My wracamy do San Pedro po samochód! Najpierw jednak zbaczamy z drogi na cmentarz pociągów – zbiorowisko starych, zardzewialych lokomotyw parowych.

Uyuni – małe, szare i biedne miasteczko z typową ludnoscią. Czujemy się dziwnie, jesteśmy inni. Wieczorem wyruszamy z innym kierowca w podróż powrotna. Ok 22 docieramy do ostatniego schroniska (podobnego do pierwszego), szybka kolacja i do łózka ponieważ o 4h30 jedziemy dalej. Jest zimno. O 9 rano dnia następnego jesteśmy znów na granicy, gdzie czeka na nas bus do San Pedro.

W ciągu tych 3 dni widzieliśmy wiele wigoń – zwierzę z rodziny lamowatych, kilka lisów i całe mnóstwo ptaków, przejechaliśmy ok 1000 km.

Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)
Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)
Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)
Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)
Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)
Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)
Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)Boliwia (region Sud Lipez i Salar de Uyuni)

Mendoza

lipiec 30th, 2009 5 komentarzy

Droga do Mendozy
Ruszyliśmy w dalszą drogę wzdłuż Rio Chubut, która przypominała nam Grand Canyon, mimo że tam nigdy nie byliśmy. Robiło się co raz zimniej i co raz mniej słonecznie, lecz nadal zachwycaliśmy się widokami. I w końcu pojawiły się Andy! Całe ośnieżone! Opuściliśmy Chubut wjeżdżając w region Neuquen. Droga zaczęła
robić się bardziej kreta, widoki jeszcze ładniejsze, lecz im wyżej się wspinaliśmy, tym bardziej zanurzaliśmy się we mgle… Na pokonanie ostatniego odcinka drogi 40 w Neuquen – ok 45 km – potrzebowaliśmy około 2h, ponieważ asfalt z upływem lat zużył się i przemienił w wyboistą terenową drogę…Nadal ładną (pośród
wulkanów), ale bardzo uciążliwą.

MendozaMendozaMendozaMendoza
MendozaMendozaMendozaMendoza

Mendoza
Przyjechaliśmy do Mendozy we wtorek 21 lipca wieczorem. Zatrzymaliśmy się u Pablo (a właściwie jego rodziców, którzy przyjęli nas bardzo ciepło, byli bardzo gościnni i z którymi trenowałam hiszpański), kolegi siostry Juliena. Mieszkają w strzeżonej dzielnicy : żeby móc się do nich dostać należy uprzedzić, w przeciwnym razie strażnik nie wpuści. Podobno wiele jest takich dzielnic w dużych miastach Argentyny, a to dlatego że ludzie nie chcą żyć w domach z kratami w oknach… Oczywiście nie wszystkich na to stać.
Nazajutrz rano, gdy się obudziliśmy, nie wierzyliśmy własnym oczom – spadł śnieg! Rzecz rzadka w Mendozie! I zamknięto granicę z Chile (a chcieliśmy jechać do Santiago do znajomych).
Po raz pierwszy od wyjazdu z Buenos Aires nie ruszyliśmy samochodu przez 3 dni.
Pablo oprowadził nas po mieście i okolicach, a także reszcie rodziny. Mendoza bardziej podobała nam się niż Buenos Aires – więcej zieleni, ludzie mniej zestresowani i Andy w tle!

MendozaMendoza

W drodze do Chile
W piątek wyruszamy dalej. Granica otwarta, droga odśnieżona, słońce świeci, jest ciepło! Pomiędzy Mendozą a Santiago jest jakieś 450 km, czasowo ok 10h… Po stronie argentyńskiej droga jest prawie nowa, przejeżdżamy dolinami obok różnokolorowych szczytów, obok Aconcagua (ale nie bardzo wiemy który to…). Tuz przed granicą zatrzymaliśmy się przy Puente del Inca, naturalnym skalistym moście rzeźbionym przez wody Rio Las Cuevas, śnieg, lód i cieple źródła z dużą ilością żelaza. Kiedyś były tu termy, ale zostały zamknięte (uznane za zbyt niebezpieczne ze względu na lokalizacje) z powodu lawiny, która zniszczyła część budynku. Granica chilijsko-argentyńska znajduje się na wysokości 3200 mnpm. Około 2 godzin staliśmy w kolejce (przed nami jakieś 20 samochodów…), aby moc zaparkować samochód, pójść do okienka nr 1 podbić paszport w Argentynie, następnie do okienka nr 2 podbić papiery samochodu (arg), potem do okienka nr 4, gdzie nas odesłano do nr 1, po brakujący stempel, który jednak nie był potrzebny, z powrotem więc do nr 4 podbić paszporty w Chile, do nr 5 złożyć deklarację co wwozimy, do nr 6 podbić papiery samochodu w Chile, wreszcie do nr 5 zapłacić winietę w Chile. Następnie ze wszystkimi kwitami i papierami mogliśmy wrócić do samochodu, gdzie kolejni urzędnicy chilijscy czekali na nas, żeby sprawdzić czy nie przemycamy czasem produktów zwierzęcych (ser, jajka, mięso, miód, itp), owoców lub warzyw. Zanim jednak weszli do samochodu odesłali nas znowu do okienka nr 1 po słynny stempel, który nadal nie był potrzebny. W końcu po ponad godzinie formalności mogliśmy przekroczyć granicę. Tam 41 zakrętów! i znów jesteśmy na ok 2000 m. Droga z tej strony jest w o wiele gorszym stanie, odśnieżona, ale pełno dziur i co chwilę roboty drogowe. Do Santiago przybywamy wieczorem, wyczerpani.

MendozaMendozaMendozaMendoza