Archiwum

Posty oznaczone ‘los Alerces’

Patagonia – ciąg dalszy i koniec

luty 17th, 2010 2 komentarze

Wracamy na kontynent, by zakończyć naszą podróż po Patagonii, która zabrała nam ponad 2 miesiące. Ta część Chile, Aurakania, mieści się pomiędzy wybrzeżem Pacyfiku, licznymi jeziorami i łańcuchem And – wspaniałymi wulkanami, z których niektóre są nadal aktywne… Region ten kiedyś zaludniony wyłącznie przez lud Mapuche, którzy odparli najpierw najazd Inków, później hiszpańskich konkwistadorów, przedstawia obecnie około 40% ludności.

Podoba nam się jezioro Llanquihue, trzecie co do wielkości jezioro kontynentu, znajdujące się u stóp wulkanu Osorno (2652 mnpm). Następnie, kilka kilometrów od granicy z Argentyną, park narodowy Peyehue zaoferuje nam przepiękną wycieczkę na szczyt wulkanu Casablanca. Ze szczytu krateru rozciąga się zapierający dech w piersiach widok: w oddali na zachodzie widać Pacyfik, na osi północ – południe znajdują się inne wspaniałe, w górnej części ośnieżone wulkany (Osorno, Puyehue 2240 mnpm, Cerro Tronador 3554 mnpm…), a na wschodzie górska część andyjskiej kordyliery. Julien żałuje, ze nie chciało mu się wspinać z paralotnią… warunki do lotu wydawały się idylliczne!

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Zygzakując wzdłuż kordyliery przejeżdżamy na stronę argentyńską niedaleko Bariloche (gdzie byliśmy już wcześniej zimą). Dlaczego wracamy? Mamy ochotę w końcu polatać! I tutaj można. Teoretycznie…
Bariloche jest mocno wystawione na wiatr, w tej chwili jest bardzo silny, zjeżdżamy więc lekko na południe, do sąsiedniego El Bolson, mekki patagońskiej paralotni, gdzie spotykamy innych pilotów. Tydzień temu warunki pogodowe były idealne, kiedy przyjeżdżamy, brak szczęścia, wiatr jest zbyt silny, a na kolejne dni zapowiadane jest pogorszenie pogody. Nie latamy, ale poznajemy kilka ciekawych i miłych osób w domu Mirel’y i Matin’a.
Między innymi Stéphanie, francuską paralotniarkę w podróży z glajtem, a także Jim’a, Kanadyjczyka, który pracuje jako nauczyciel/przewodnik dla organizacji NOLS (National Outdoor Leadership School). Organizm ten zabierze was na kraniec waszych możliwości podczas wysokogórskiego treku lub w dżungli. Należy wiedzieć, iż treki te trwające około 80-90 dni odbywają się w większości w oddali od jakiejkolwiek cywilizacji, w bardzo surowych warunkach, przy praktycznie absolutnej autonomii. W pewnym sensie jest to lekcja przetrwania, która ma na celu konfrontacje z naturą, samym sobą i grupą.
By przeczekać złą pogodę, kierujemy się jeszcze kawałek dalej na południe do parku „Los Alerces”. „Alerce” to odmiana cyprysa (dokładnie ficroja cyprysowata) spotykanego w Patagonii, który rośnie wolno i żyje długo. Osiągają kilkadziesiąt metrów wysokości przy kilku tysiącach lat. W samym parku zobaczymy jedynie jeden mały okaz (w wieku 300 lat), gdyż pozostałe znajdujące się pod absolutną ochroną można zobaczyć jedynie ze statku za niebotyczną cenę… Ale za to zobaczymy (znowu…) kilka ładnych, przezroczystych jezior oraz „arrayany”, drzewa o przepięknej cynamonowej korze. Ku naszemu zdziwieniu (i wielkiemu zadowoleniu) spotykamy Gwen i Seb (une étoile dans le coeur), z którymi spędziliśmy Boże Narodzenie. Następnego wieczoru wracamy do El Bolson by przekonać się, że zła pogoda się zadomowiła, kontynuujemy więc dalej, tym razem w stronę północnych upałów.

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Przejeżdżamy przez park Nahuel Huapi (kolejne piękne jeziora, itp…) by następnie znaleźć się w parku Lanin u stóp imponującego wulkanu o tej samej nazwie, kulminującego na 3776 mnpm. Biwak u jego podnóża, pośród araukarii, nad przezroczystym strumieniem pozostanie jednym z lepszych.

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Park ten znajdujący się w Andach, mieści się na granicy z Chile, gdzie dzięki czynnej jeszcze części wulkanów jest wiele term. Próbujemy jedne z nich, jest (jak zwykle) przyjemnie, ale jednak lepiej, gdy na dworze zimno… Jest to bardzo turystyczny region Chile, jego stolicą – Pucon (u podnóża wulkanu Villarica). Jak każde miejsce wysoko turystyczne w sezonie (styczeń i luty to wakacje letnie w Ameryce Południowej), prze to także staramy się jak najszybciej przebrnąć. Wulkan Villarica jest słynny, ponieważ nadal aktywny i liczy 8 erupcji jedynie w XX wieku. Przy ładnej pogodzie można wspiąć się na szczyt krateru i podobno zobaczyć magmę! My niestety nie widzimy nawet wulkanu zasłoniętego przez gęste chmury. Mając nadzieję na choć chwilową poprawę pogody nazajutrz rano, wjeżdżamy w nocy, w chmurze, po najpierw asfaltowej, później żwirowej, aż w końcu ziemistej i stromej „ścieżce” na „parking” wyciągu narciarskiego, spod którego wyrusza się na szczyt. To najczarniejsza i najcichsza noc, nic nie widać na 5 metrów. W dodatku nad ranem zaczyna padać, a chmury jak były, tak są…

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Opuszczamy więc Pucon i góry i jedziemy nad ocean. Chile to niesamowity kraj! Długi na ok 4000 km i szeroki na średnio 175 km! Tego wieczoru zatrzymamy się w Puerto Saavedra, gdzie przy plaży znajduje się mała skarpa, z której następnego dnia rano, w końcu uda się Julienowi wystartować i polatać.

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Kawałek dalej znajduje się Temuco, stolica regionu, gdzie również są pagórki „do latania”. Tego dnia wiatr jest dość silny, ale pod wieczór uspokaja się i Julien (mimo nieobecności lokalnych pilotów) „wypuszcza się” w powietrze by po chwili wylądować (zbyt dużo turbulencji).

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Wydaje się, że dobra pogoda powróciła, kierujemy się więc znowu w stronę And, d Parku Conguillio. Jedziemy najpierw czarną od wulkanicznej lawy drogą u stóp wulkanu Llaima (3125 mnpm). Wzdłuż drogi podziwiamy kilka niesamowicie przezroczystych, zielonych lub niebieskich stawów. Jedna z nich powstała w wyniku lawy, która zablokowała strumień więżąc las, którego dolne części pni nadal stoją na dnie jeziorka. Chcieliśmy przejechać park z południa na północ, niestety nie udało nam się – stroma, ziemista, leśna droga po silnych deszczach poprzednich dni przemieniła się w ślizgawkę! Musimy zawrócić i wracamy nad ocean!

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Tomé to małe turystyczne miasteczko na wybrzeżu Pacyfiku, gdzie również można latać. Wiatr wieje w złym kierunku. Na „pocieszenie” idziemy na targ rybny i fundujemy sobie wspaniałą kolację: 6 krabów, 300g „tułowia” krewetek, surówkę z pomidorów i butelkę białego wina za niecałe 8€.
Spróbujemy również „reinete”, płaską, morską rybę, najpierw z grilla, a potem w postaci „ceviche”, czyli surową, „gotowaną” przez 4 godziny w soku z cytryny. Pyszne.

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec

Po tej ostatniej już eskapadzie nad ocean, powracamy na naszą drogę do Mendozy w Argentynie. Trzeba więc znowu przekroczyć w szerz Chile, co zaprowadzi nas na „drogę win”. Istnieje ok 10 dolin w Chile, gdzie uprawia się winogrono. Degustujemy kilka win, kupujemy kilka butelek i przez Paso Maule (2553 mnpm) przekraczamy granicę z Argentyną. Droga ta jest widokowo wyjątkowa, przypomina nam trochę północne Chile. Tuż przed granicą biwakujemy nad kolejnym niebieskim jeziorem…

Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec
Patagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniecPatagonia – ciąg dalszy i koniec